wtorek, 27 lipca 2010
Dmuchawce, latawce, wiatr...

W nawiązaniu do high hopes z poprzedniej notki – dziś prezentuję model model wybitnie okazjonalny... Panie i Panowie, oto moja sukienka ślubna! :-)


Jak się domyślacie, zdjęcia nie były przygotowywane z myślą o blogu – dlatego niektóre kadry są okrutne (sztandarowy przykład to dekapitacja państwa młodych ;-) Wybrałam jednak takie, na których najlepiej widać szczegóły stroju.


Kreacja była szyta na miarę – według mojego projektu. Zależało mi, by sukienka nawiązywała do lat 60., była mocno rozkloszowana u dołu i dopasowana w talii. Warunkiem koniecznym był także dekolt na plecach :-)

W roli mocniejszego akcentu obsadzony został pasek z kokardą (zapinany na rzep). Na tle całości widać go podczas marszu oraz w momencie strategicznym ;-) – na pierwszym zdjęciu  niestety jest nieobecny. Z racji niemiłosiernych upałów, dodatkowym atrybutem panny młodej został wachlarz ;-)

[Suplement: na prośbę magdalaeny1977 i aadrianki zamieszczam jeszcze ujęcie z tyłu :-)]

Od początku zakładałam, że sukienka ma mi posłużyć nie tylko w dniu ślubu (smutkiem napawała mnie wizja koronkowej kreacji, zwisającej smętnie z wieszaka lub zalegającej w pudełku jako szarzejące wspomnienie). Dlatego szukałam po prostu dobrze dopasowanej, ciekawie skrojonej sukienki wizytowej – przez chwilę nawet miała być ciemnozielona :-)  Ostatecznie o wyborze jasnej kolorystyki zadecydował lipcowy termin i gorące prognozy pogody.

Więcej wrażeń i zdjęć ze ślubu i przygotowań do niego możecie znaleźć na moim blogu niesukienkowym. Na zakończenie wzornik kolorów, choć róż na zdjęciach widać słabo – był obecny w bukiecie i na paznokciach u stóp :-)


Ja czułam się w tym zestawie bardzo dobrze – szczególnie chwalę sobie tiulową halkę ;-) A Wy, jak oceniacie całość?