czwartek, 27 sierpnia 2009
Quioskiecka

Zimą wspominałam, że postaram się umieszczać więcej notek plenerowych - i dziś  wracam do tego pomysłu (szaleńcze tempo, wiem!).  Ponieważ jednak wyginając się na ulicy przed obiektywem, czuję się  dość niekomfortowo, sięgnę do tzw. zdjęć z wakacji;) Sukienka prezentować się będzie mniej katalogowo (krzywy kołnierzyk, niekoniecznie proste plecy;), ale za to zobaczycie ją „w użyciu”.

Zakup pochodzi ze sklepu Quiosque - z zeszłorocznej kolekcji, ale tego lata widziałam identyczny model w innej  wersji kolorystycznej (wzorzystej, zdaje się pomarańczowo-brązowej - niestety, nie znalazłam zdjęcia w katalogu na stronie internetowej).

Prezentowana sukienka to rozmiar 40. Jest na mnie nieco przyduża (m.in. w ramionach, ale i w talii), jednak dzięki wiązaniu daje się to w znacznym stopniu zniwelować.

Nie będzie odkrywczym stwierdzenie, że taki fason doskonale sprawdza się przy kobiecych kształtach. Znając rozchwiane odzieżowe rozmiarówki – i ubrania, w których zawsze "coś odstaje, coś się rozciąga, a czegoś nie da się dopiąć";) – z przyjemnością zakładam modele, które mogę dowolnie dopasować w talii. Zarówno bluzek, jak i sukienek tego typu zawsze wypatruję w sklepach.

W tym przypadku liczyło się dla mnie nie tylko to, że sukienka mieści biust, a jednocześnie daje się dopasować w pasie – ale i rozkloszowany dół, gdyż _absolutnie_nie_toleruję na sobie obcisłości w dolnych partiach ciała;) Tutaj spódnica jest dwuwarstwowa, co dodatkowo sprawia, że przy każdym kroku sukienka zamaszyście faluje. Przy dynamicznych ruchach bardziej, ale normalnie też jest to widoczne;)

Bardzo polecam tę sukienkę - podobnie jak torbę z Deichmanna (choć tylko do noszenia w ręce, bo z ramienia kulki się staczają;) i niedorzecznie złote buty z Baty (w przecenie - za 39 zł!)