Kategorie: Wszystkie | Przegląd prasy | Dywagacje | Gościnnie | Kształt toruński | Kształt warszawski | O blogu | Rynek
RSS
środa, 24 sierpnia 2011
Letnie (na)stroje

Ponieważ lato jeszcze zaszczyca nas swoją obecnością, postanowiłam podzielić się z Wami nowym nabytkiem. Oto sukienka z C&A – wygodna, miękka, a przy tym – zgrabnie dopasowana. Kosztowała (uwaga!)... 49 zł :-)


Prezentowany rozmiar to L – M również dobrze mieściło biust, ale sukienka była wtedy krótsza, bardziej obcisła i ogólnie prezentowała się raczej plażowo. A mnie podoba się ten luźny, kimonowaty wygląd. Dodam, że zdjęcia nie dodają jej uroku – robione były w pośpiechu, w serii akrobacji przed lustrem, bez dbałości o wiązanie itp. Niemniej, bardzo polecam ten model. Podoba mi się nie tylko fason (swobodny dekolt, moje od_zawsze_ukochane wiązanie, drapowania), ale i kolorystyka – lubię połączenie niebieskiego z ciepłymi beżami i brązami.



Na manekinach sukienka była prezentowana z wiązaniem z przodu. Na mnie jednak okazało się to całkowitym niewypałem (zresztą, trudno mi sobie wyobrazić, by na jakiejkolwiek figurze wyglądało dobrze) – po pierwsze, przez niepotrzebne spiętrzenie materiału na brzuchu, po drugie – z powodu tego, co dzieje się na plecach bez wiązania... Efekt jest spektakularny ;-)

Moim zdaniem to naprawdę wdzięczny model – ultrawygodny, niezbyt obcisły, a jednak umożliwiający zaznaczenie talii. Na lato – jak znalazł!

Cenna informacja: sukienka dostępna była jeszcze w wariancie bordo z różowościami :-)
poniedziałek, 22 listopada 2010
Ludowe modrości

Uff... Nieźle się namordowałam przy tych zdjęciach. Zależało mi, żeby wrzucić je jak najszybciej, bo jesienne dni już się rozpanoszyły, a prezentowany zestaw skutecznie chroni przed chłodem. Zrobiło się jednak ciemno, domowe oświetlenie przekłamywało kolory, fotograf był w złym humorze, baterie na wyczerpaniu, a modelka – w dąsach ;-) Ostatecznie jednak udało się co nieco uchwycić.

Prezentuję ten zestaw, bo lubię kamizelki, bezrękawniki i wszelkie ocieplacze – a rzadko udaje mi się znaleźć coś, w czym nie wyglądam jak w worku (skoro w przeciętnym swetrze biuściasta wygląda jak w worku z rękawami, to w kamizelce – już tylko jak w worku ;-). Sweterek pochodzi ze sklepu Orsay, kosztował ok. 89 zł, na zdjęciu występuje w rozmiarze M. Ma piękny, ciemnomodry kolor.

Na czym polega sekret jego dopasowania? Na prostym wiązaniu z tyłu.


Aksamitna taśma może wydać się jaskrawa, ale to głównie kwestia zdjęcia. (Może też wydać się pognieciona, ale to przemilczmy;-) Mnie się podoba – choć może kiedyś zastąpię ją innym paskiem – nie jest przyszyta.

Przy okazji ogólna rada dla biuściastych: szukajcie ubrań z wiązaniami na plecach! To prosty sposób, by w zwykłej sieciówce znaleźć niedrogą bluzkę, sukienkę czy tunikę, w której będziemy wyglądać bardzo zgrabnie. Sama mam w szafie kilka ubrań, które na pierwszy rzut oka wydają się luźne i niekobiece – a dzięki wiązaniu pięknie zaznaczają przewężenie sylwetki. Słowem – wszędzie wypatrujcie sznurków i taśm! :-)

W ramach uzupełnienia – dolne partie garderoby. Na przykładzie tego zdjęcia podzielę się z Wami dwiema poradami dla klepsydr.


1. Jeśli – jak niżej podpisana – macie szerokie biodra i wydatną pupę, może się Wam wydawać, że najbezpieczniejszym fasonem będzie spódnica do kolan – bo zasłoni problematyczne partie (i jeszcze kawał ciała wokół nich ;-) Nic bardziej błędnego! Warto odsłonić kawałek uda, który u klepsydr bywa szczupły, właśnie po to, by zaznaczyć kontrast między szerokimi biodrami a smuklejszą nogą. W rozkloszowanej spódnicy do kolan optycznie dodamy sobie kilogramów – dokładnie tak samo, jak maskujemy talię, gdy luźna bluzka zwisa swobodnie z biustu.

Ale uwaga – sięgając po krótką spódnicę, wybierajcie te proste lub lekko rozszerzane. Nie zwężane (podkreślą tylko wydatność bioder), ale i nie rozkloszowane jak spódniczki cheerleaderek. Te swoją zamaszystością dodadzą centymentrów w biodrach i pupie ;-)

2. Jeśli oprócz wydatnych bioder (ja dysponuję obwodem ponad metrowym:-), natura wyposażyła Was w szczupłe łydki i kostki, Wasze proporcje będą lekko zachwiane. Wiem, co mówię – gdy tyję, tłuszcz gromadzi mi się głównie na pupie i w biodrach. Wszystko wydaje się OK, bo biodra zachowują proporcje wobec biustu, ale wybujałe kształty mocno kontrastują z łydkami. Poniżej talii wyglądamy wtedy jak marchewki ;-)

Co można na to poradzić? Nosić getry! :-) Generalnie zima to cudowny okres dla osób o okrągłych biodrach i słabo umięśnionych łydkach – fantazyjne cholewki i luźne podkolanówki skutecznie zrównoważą wybujałości bioder.

Na zakończenie próbnik kolorów – dziś pochmurny. Do usłyszenia!


wtorek, 27 lipca 2010
Dmuchawce, latawce, wiatr...

W nawiązaniu do high hopes z poprzedniej notki – dziś prezentuję model model wybitnie okazjonalny... Panie i Panowie, oto moja sukienka ślubna! :-)


Jak się domyślacie, zdjęcia nie były przygotowywane z myślą o blogu – dlatego niektóre kadry są okrutne (sztandarowy przykład to dekapitacja państwa młodych ;-) Wybrałam jednak takie, na których najlepiej widać szczegóły stroju.


Kreacja była szyta na miarę – według mojego projektu. Zależało mi, by sukienka nawiązywała do lat 60., była mocno rozkloszowana u dołu i dopasowana w talii. Warunkiem koniecznym był także dekolt na plecach :-)

W roli mocniejszego akcentu obsadzony został pasek z kokardą (zapinany na rzep). Na tle całości widać go podczas marszu oraz w momencie strategicznym ;-) – na pierwszym zdjęciu  niestety jest nieobecny. Z racji niemiłosiernych upałów, dodatkowym atrybutem panny młodej został wachlarz ;-)

[Suplement: na prośbę magdalaeny1977 i aadrianki zamieszczam jeszcze ujęcie z tyłu :-)]

Od początku zakładałam, że sukienka ma mi posłużyć nie tylko w dniu ślubu (smutkiem napawała mnie wizja koronkowej kreacji, zwisającej smętnie z wieszaka lub zalegającej w pudełku jako szarzejące wspomnienie). Dlatego szukałam po prostu dobrze dopasowanej, ciekawie skrojonej sukienki wizytowej – przez chwilę nawet miała być ciemnozielona :-)  Ostatecznie o wyborze jasnej kolorystyki zadecydował lipcowy termin i gorące prognozy pogody.

Więcej wrażeń i zdjęć ze ślubu i przygotowań do niego możecie znaleźć na moim blogu niesukienkowym. Na zakończenie wzornik kolorów, choć róż na zdjęciach widać słabo – był obecny w bukiecie i na paznokciach u stóp :-)


Ja czułam się w tym zestawie bardzo dobrze – szczególnie chwalę sobie tiulową halkę ;-) A Wy, jak oceniacie całość?

czwartek, 17 czerwca 2010
The grass was greener

Jak kilka z Was wie, przeżywam obecnie etap euforycznego gromadzenia sukienek ;-) Do kolekcji wizytowej dołączyła więc ostatnio zielona kreacja z Allegro!

Sukienka to ten model, wzbogacony o dekolt na plecach, dodatkowo pasowany w talii oraz nieco bardziej pojemny w biuście. W związku ze zmianami, o które poprosiłam, łączny koszt sukienki wyniósł mnie ok. 160 zł. Moim zdaniem zdecydowanie warto.

Kreacja jest świetnie wykonana i precyzyjnie wykończona. Pod spodem ma halkę, której fragment widać na zdjęciu kanapowym (kolor zbliżony do mojej ściany ;-) Namiar na firmę Liska, szyjącą sukienki na miarę, znalazłam dzięki lobbystce martialis wypowiadającej się w tym wątku i prezentującej swój nabytek w forumowej galerii. Bezcenna inspiracja!

Polecam przejrzenie całej oferty Allegrowiczki. W moim przypadku sukienka wypadła nieco krótsza, niż standardowo, bo pomyliłam się przy jednym z wymiarów;-) Ale to chyba nie bardzo jej szkodzi... Jak sądzicie?

Tymczasem wracam do dalszych poszukiwań sukienkowych, związanych z – jakżeby inaczej – całkiem high hopes ;-) A na zakończenie kolory polecane do sukienki. Do usłyszenia!


poniedziałek, 07 czerwca 2010
Do łezki łezka...

Powrót z pracy „autobusem zapłakanym deszczem” nie nastroił mnie optymistycznie – ale paczka, która na mnie czekała w domu – owszem:-) Dlatego w ramach wiosennej odsłony Kobiecych kształtów – chabrowa sukienka z Bravissimo!


Prezentowany rozmiar to 10C/RC – wcześniej mierzyłam Really/Super Curvy, ale okazało się sporo za luźne. Co zaskakuje, bo zwykle zamawiam w Bravissimo warianty najbardziej „wypukłe” i bynajmniej nie są swobodne w biuście (czego dowodem ta czarna bluzka).

Podoba mi się ten model – jest dziewczęcy, niezobowiązujący, urzeka drapowaną tkaniną i obniżoną talią. Idealnie nadaje się na łakome popołudnia, bo nie przylega do brzucha – a jednocześnie nie jest nieestetycznie workowaty w talii. Moim zdaniem to udany projekt brytyjskiej sieci. Aha, niewątpliwą zaletę sukienki stanowi fakt, że nie trzeba jej prasować ;-)



Dla zainteresowanych: obok wersji chabrowej dostępna jest również sukienka w kolorze maków. Świetnie wyglądałaby w niej np. besame.mucho:-)

A na zakończenie miniwyciąg z zestawienia kolorów w tej propozycji :-)

To właśnie drobiazg, który zapowiadałam wcześniej, a który pomoże mi zilustrować – obok ulubionych fasonów – ulubione połączenia kolorystyczne. Bardzo lubię zmiksowane odcienie zielonego i niebieskiego, mimo że stereotyp nakazuje ich nie łączyć :-)

 
1 , 2 , 3 , 4